Kontakt z naturą leczy. Jeśli opowiadać o przyrodzie, to tylko w Hajnówce Julia Szypulska 23 października, 2023

Kontakt z naturą leczy. Jeśli opowiadać o przyrodzie, to tylko w Hajnówce

Dlaczego nie trzeba bać się ubrudzonych ziemią rąk? Na rozwój jakich umiejętności dzieci ma wpływ przyroda? Jak hajnowianie mogliby realizować „zielone recepty”? O tym opowiada dr Katarzyna Simonienko, lekarz psychiatra, przewodniczka po Puszczy Białowieskiej i propagatorka terapii leśnej.

Na czym będzie polegała pani praca w projekcie „Hajnówka OdNowa – Zielona Transformacja”?

Zajmuję się doradztwem dotyczącym ekoterapeutycznych walorów krajobrazu. Mamy kilka pomysłów, co by można było zrobić, żeby mieszkańcom Hajnówki i gościom, którzy będą odwiedzać miasto i Puszczę Białowieską, uprzyjemnić czas, ale też żeby mogli czerpać z naszej podlaskiej przyrody wszystko to, wspiera ich zdrowie, i żeby to robili z pełną świadomością.

Chyba nie ma lepszego miejsca niż Hajnówka, żeby osiągnąć taki cel?

Myślę, że nie. To jest fantastyczne miejsce, znajdujące się u wrót Puszczy Białowieskiej, gdzie turyści mogą się zatrzymać, mają dostęp do sklepów, basenu, spa. Ma swoje walory uzdrowiskowe, a jednocześnie nie jest aż tak bardzo oddalone od świata, więc idealnie. I tutaj tkwi ogromny potencjał. Warto pamiętać, że mamy w sąsiedztwie puszczę jedyną w swoim rodzaju. Ludzie przyjeżdżają tutaj z całego świata, żeby ją zobaczyć i ona ma bardzo dużo walorów zdrowotnych. A my, mieszkańcy, mamy szczęście, że możemy na co dzień korzystać z takiego krajobrazu. Myślę jednak, że może się przydać edukacja na temat tych zasobów oraz tego, jak z nich korzystać. Jest kilka propozycji, skierowanych zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych, w kilku miejscach.

Na przykład jest taki zakątek nad rzeką, znajduje się od strony wjazdu do Hajnówki od strony Białegostoku czy Bielska Podlaskiego, i tam będą ustawione ławeczki w pobliżu płynącej wody. Są badania, które mówią o tym, że szmer płynącej wody, szum drzew i śpiew ptaków to są takie trzy dźwięki, które koją nasz umysł i sprawiają, że ciało się najszybciej odpręża. To jest uwarunkowane ewolucyjnie. Chcemy stworzyć takie przyjazne miejsce, żeby można było usiąść sobie przy wodzie i zrelaksować się, nawet będąc w centrum miasta. Żeby tam były ładne krzewy, ładnie skomponowana zieleń. Pojawi się tam tablica informacyjna dotyczącą tego, czym jest ekoterapia. Polega ona na wykorzystywaniu relacji z naturą po to, żeby poprawić nasze zdrowie i fizyczne, i psychiczne. A także wzmocnić odporność, czy wspomóc rehabilitacyjnie. Są dowody na to, że ludzie po chorobie, przebywając blisko natury, łatwiej dochodzą do siebie. To jest nasz pierwszy przystanek.

Kolejny to strefa żubra Pompika, która będzie przeznaczona dla dzieci. To bajkowa postać autorstwa Tomka Samojlika, która w fantastyczny sposób popularyzuje puszczę wśród najmłodszych. Strefa ta nie będzie jednak tylko nawiązywać do historii Pompika, ale jednocześnie edukować dzieci, zachęcać je do kontaktu z przyrodą, żeby mogły się tutaj swobodnie czuć, bawić, a do tego mieć dużo korzyści. Jest sporo badań, które mówią o tym, że dzieci, które dużo przebywają w zieleni, rozlegle się rozwijają. I matematycznie, i językowo. Rozwijają też umiejętności społeczne. Były też badania, w których prześwietlano mózgi dzieci za pomocą rezonansu magnetycznego. I okazało się, że dzieci, które dużo czasu spędzają wśród roślinności, mają lepiej rozwinięte te obszary mózgu, które odpowiadają za uczenie się, pamięć i koncentrację. Dzieci są też odporniejsze psychicznie, rzadziej zapadają na depresję w wieku dorosłym. Zdaniem naukowców, jeśli przegapi się ten kontakt w dzieciństwie i spędzi je w murach, to jest to później bardzo trudno odrobić. Plac zabaw bardzo naturalny, przyjazny przyrodzie, będzie dzieci oswajać z naturą. Pokazywać, że przyroda jest ważna i zdrowa. Będzie budować takie naturalne doświadczenia i dobre skojarzenia na przyszłość. Ja na przykład mam mnóstwo wspomnień z dzieciństwa, że jestem w ogrodzie, w lesie. Pamiętam te wszystkie zapachy – kwiatów, grzybów, poziomek – i to jest mój zasób. Część dzieci obecnie w ogóle nie ma takich doświadczeń…

Zielony dąb

I tak niszczymy siebie i planetę…

A przecież jesteśmy częścią tej przyrody! Jest to taki strzał w stopę, bo niszczymy siebie jako gatunek.

Jak jeszcze można przybliżyć przyrodę dorosłym?

Powstanie strefa dobrostanu, która graniczyć będzie bezpośrednio z parkiem miejskim, gdzie jest amfiteatr i fontanna, i tam będzie można relaksować się na różne sposoby, zarówno indywidualnie, jak i w grupie, i w różnych konfiguracjach krajobrazowych. Mamy na przykład zaplanowaną łąkę kwietną, gdzie jest to środowisko przyjazne nie tylko ludziom, ale także zapylaczom. Przywabia różnego rodzaju owady, te owady mogą sobie spokojnie spożywać pyłki, wszystko co potrzebne z kwiatów. Warto pamiętać, że bioróżnorodność owadów też jest ważna, bo bezpośrednio wpływa na to, że rośliny mogą owocować, że ptaki mają się czym odżywiać. Będzie więc łąka kwietna, taka, która, miejmy nadzieję, będzie aktywna o różnych porach roku, nie tylko kwiecień-maj, ale później też będą kwitły kolejne gatunki. Brałam udział w ciekawych badaniach prowadzonych z Uniwersytetem w Białymstoku, które dotyczyły łąk kwietnych w mieście.

Trochę ich już jest…

Tak, i co nam wyszło ciekawego, to że im łąka bardziej kolorowa i roślin jest więcej, tym lepszy nasz dobrostan. Preferujemy raczej takie łąki, na których coś się dzieje, a nie takie, gdzie są np. same słoneczniki. Natomiast fatalnie przy tym wypada trawnik. Oczywiście i tak trawnik jest lepszy niż beton, ale jeśli ludzie mają spędzić czas, siedząc na trawniku, to im to nie daje tyle relaksu i odprężenia, i nie wpływa tak korzystnie na parametry zdrowia, co spędzenie czasu na łące kwietnej. Ale jest jeden warunek – żeby ta łąka była w bezpiecznym otoczeniu. Czyli to nie może być na środku skrzyżowania, gdzie jeżdżą wokół nas samochody, a my czujemy się niepewnie. I w tej strefie dobrostanu będzie możliwość, żebyśmy sobie weszli przez rodzaj bramy, która będzie, być może, nawiązywać do naszych regionalnych zdobień. Warto tu wspomnieć o dziedzictwie kulturowym. Jest ono bardzo ważne w ekoterapii. Nie powinniśmy robić zapożyczeń kulturowych. Tutaj jest nasza ziemia, z którą często czujemy się związani. Te rdzenne powiązania antropologiczne są częścią naszej ekologii, relacji z krajobrazem, w którym żyjemy, często od pokoleń. Będzie więc ścieżka, przejdziemy przez łąkę kwietną. Znajdą się na niej różne struktury, żebyśmy mogli sobie pochodzić na bosaka na różnych powierzchniach. I to jest bardzo dobre dla naszej integracji sensorycznej, żeby stopami czuć różne faktury. Ale też dla zjawiska, które nazywa się uziemienie. A które wcześniej kojarzyło mi się z raczej ezoteryką…

Mnie też…

I pewnie taki walor, czyli zakorzenienie, dla osób, które interesują się ezoteryką, będzie miał znaczenie. Jednak jest sporo badań, które mówią o tym, że jeżeli wyrównujemy ładunki elektryczne pomiędzy naszym ciałem, które jest w zasadzie układem elektromagnetycznym, a ziemią, to to działa jak uziemienie np. w domu czy samochodzie. Ma to też wpływ na procesy antyoksydacyjne, usuwanie wolnych rodników. Jak też na to, że mniej odczuwamy ból, szybciej się regenerujemy po zmęczeniu. Na przykład prawidłowo naładowane krwinki czerwone łatwiej odpychają się od siebie, dzięki czemu zmniejsza się tzw. lepkość krwi. Korzyści jest naprawdę mnóstwo.

Na czym konkretnie polega uziemienie? Wystarczy po prostu chodzić boso?

Tak, nagą powierzchnią ciała dotykamy do czegoś, co jest połączone gruntem i ma charakter przewodnika lub samego gruntu. Możemy usiąść, możemy przytulić się do drzewa i ono działa wtedy jak przewodnik, bo jest zanurzone w ziemi. To, co nas odcina na co dzień, to są nasze gumowe podeszwy. Bo guma to jest izolator. Niestety większość z nas ma takie buty. Rzadko dotykamy ziemi, w zasadzie cały czas idziemy odcięci, i nie wyrównujemy sobie tych ładunków. Przez tysiące lat ewolucji byliśmy bez butów, albo buty były skórzane. Trochę się od tego odcięliśmy, tak jak zresztą od wielu innych mechanizmów. No i w tej strefie dobrostanu będziemy się z powrotem łączyć z tym, co nam ewolucja dała dobrego.

Będzie tutaj płaszczyzna biochemiczna, z której będziemy mogli korzystać, czyli drzewa. Wydzielają one dużo substancji monoterpenowych, część to są tzw. fitocydy, które zabijają szkodliwe drobnoustroje. Drzewo produkuje te substancje do samoobrony. My z kolei, wdychając te cząstki, sprawiamy, że docierają do naszego ciała i pomagają nam w obronie przed drobnoustrojami chorobotwórczymi – wirusami czy bakteriami, ale też stymulują nasz układ odpornościowy. Japończycy przebadali, że kiedy idziemy przez las, a drzewa wydzielają bogactwo olejków eterycznych czy monoterpenów, nasze krwinki białe, limfocyty NK, są bardziej aktywne i zaczynają się szybciej dzielić oraz produkować cząstki zawierające substancje przeciwnowotworowe i przeciwzapalne- granzymy , granulizynę i perforynę. Więc nie dość, że zyskujemy lepszą odporność, do tego jeszcze mamy potencjał profilaktyki antynowotworowej. Mamy więc „cud natury”. Mieszkając w mieście, automatycznie odcinamy się od niej, chyba że chodzimy do parku.

Jak długi powinien być kontakt z naturą, żeby zaczął przynosić efekty?

W badaniach japońskich wystarczyły dwie godziny jednego dnia i potem dwa razy po około dwie godziny, żeby ten efekt wystarczył na miesiąc.

Coś dla zabieganych…

Wystarczy weekend w lesie – a mamy wyraźną zmianę w pierwszym tygodniu, a także mniejszą, lecz obserwowalną przez miesiąc, i ta odporność już jest większa niż u ludzi, którzy w ogóle nie korzystali z dobrodziejstw lasu.

Nic nie kosztuje, a efekt właściwie natychmiastowy…

Dokładnie. W strefie dobrostanu będzie można usiąść w leżaku niedaleko drzew, poleżeć, posiedzieć na ławeczce. To się opiera też na tak zwanych kąpielach leśnych, czyli uważnym spacerowaniu w środowisku leśnym. Natomiast to nie musi się koniecznie odbywać na ścieżkach leśnych, to mogą być ścieżki w parku, jakiś skwer, gdzie są drzewa. Chodzi o to, żebyśmy oddychali głęboko, angażowali zmysły i byli zaabsorbowani tym, co jest tu i teraz w przyrodzie. Nie myśleli, nie analizowali – a to kredyt, a to plany, spotkania, dzieci w szkole itd. Tylko żebyśmy przenieśli uwagę na to, co jest wokół nas. I to wystarcza. Mamy bardzo dużo korzyści, które dotyczą nie tylko naszej odporności, ale też hormonów, układu krążenia – normalizowanie ciśnienia krwi i tętna, zyskujemy też lepsze dotlenienie organizmu, obniża się poziom cukru u osób z cukrzycą, w sumie naprawdę bardzo dużo korzyści. W strefie dobrostanu będziemy więc mogli skorzystać z zalesionego zakątka.

Jeżeli chcielibyśmy bardziej zaangażować ciało, to też warto zadbać o aktywność fizyczną. Można pobiegać, pójść na szlaki nordic walking, gdzie w Hajnówce jest to popularny sposób spędzania wolnego czasu, można pójść na rower. Gdyby jednak ktoś chciał poćwiczyć stacjonarnie, to warto rozważyć np. jogę. Ona czasami budzi kontrowersje, bo część osób wiąże ją z duchowością, natomiast są rożne nurty, różne ścieżki, różne szkoły, jak można jogę trenować. Oczywiście są zajęcia połączone z głęboką medytacją. Ale są też takie, gdzie jest to czysta aktywność fizyczna. Udowodniono naukowo, że joga wpływa pozytywnie na różne nasze funkcje zdrowotne. Pomyśleliśmy więc, żeby w strefie dobrostanu stworzyć taką drewnianą platformę, na której można rozłożyć maty. Żeby można było bezpiecznie, nie na gołej ziemi, żeby się nie potknąć, nie zaczepić, poćwiczyć jogę, pilates, porozciągać się, podjąć też inne formy aktywności, może jakiś taniec. Joga to nie tylko stretching, ale i trudniejsze, bardziej wymagające ćwiczenia. Choć ważne jest to, by robić tyle, ile się da radę, w swoim tempie, nie trzeba bić rekordów. Mogą to robić i młodsi, i starsi. Taką platformę można będzie wykorzystać na różne sposoby. Myślimy też o tym, żeby zielenią była ona odgrodzona od reszty parku, co pozwoli stworzyć intymność. Ludzie nie będą się wstydzili, zanim się wszyscy nie przyzwyczają, że to jest normalne, że ludzie w parku ćwiczą.

kobieta biega w parku

Do tego, że w parku można leżeć na kocu, powoli już się przyzwyczajają…

Kilkanaście lat temu mieszkałam w Heidelbergu i tam ludzie w parkach spędzali czas sto procent aktywnie. Grali w piłkę, bawili się z psami, biegali… Wykonywali mnóstwo aktywności na świeżym powietrzu. Co kto potrafił i umiał…

Jest pani wielką orędowniczką „zielonych recept”. Co to takiego?

Uważam, że jest to fantastyczna sprawa. To są zalecenia pracowników ochrony zdrowia, nie tylko lekarzy, ale też rehabilitantów, psychoterapeutów, położnych, żeby spędzać czas w naturze w celu wspomagania naszego zdrowia. Profilaktyka, asystowanie leczeniu, rehabilitacja. Nie „zamiast”, nie na zasadzie: „Odstaw tabletki, bo to chemia, i idź do lasu”, bo to by była w wielu sytuacjach szkodliwa mrzonka, natomiast jako takie zielone wsparcie.

Idea zielonych recept bardzo dobrze rozwinęła się np. w Kanadzie, gdzie lekarze różnych specjalności mogą wydrukować taką receptę z kodem paskowym, który jest jednocześnie biletem wstępu do parków narodowych. Osoba która jest wypalona zawodowo, ma chorobę cywilizacyjną i potrzebuje się regenerować, a natura w tym wspiera, idzie z takim biletem i korzysta. U nas na szczęście puszcza nie jest biletowana. Byłoby dobrze, gdyby nasi pracownicy ochrony zdrowia o tym pomyśleli i takie zalecenia swoim pacjentom przepisywali, gdyż słowo lekarskie, zwłaszcza na kartce, ma pewną „moc”, uwiarygodnia wsparcie przyrody w utrzymaniu zdrowia.

Czy zielone recepty funkcjonują już u nas systemowo, czy na razie w ramach rekomendacji?

W Polsce na zasadzie rekomendacji. W Wielkiej Brytanii systemowo, w Kanadzie też. Co kraj to obyczaj. W Korei, Japonii też systemowo. Finlandia, Norwegia na zasadzie rekomendacji. U nas temat jest dość świeży, dopiero zaczynamy ludzi zachęcać. Faktem jest, że o idei mówiło się już dużo wcześniej, że jest to korzystne dla zdrowia, ale nie funkcjonowała nazwa „zielona recepta”. Pamiętam, że kiedy moje dziecko było małe, pani pediatra regularnie wysyłała nas do lasu podczas infekcji. „Nie ma gorączki, idźcie do lasu świerkowego czy sosnowego. Tam są olejki, dobrze je powdychać” – mówiła. To dobre rozwiązanie także dla astmatyków. Nasi lekarze wydawali takie zalecenia intuicyjnie od dawien dawna. Z jednej strony jest to więc wiedza oczywista, ale z drugiej, mam wrażenie, że zapomniana. W Kanadzie stworzono zalecenia dla lekarzy, które mówią o tym, jak najlepiej te zielone recepty wprowadzać. Warto polecić pacjentowi konkretne miejsce, gdzie mógłby skorzystać z zielonej recepty – w Hajnówce mielibyśmy strefę dobrostanu. I zachęcić go, by takie spotkania planował sobie w terminarzu i podchodził do nich poważnie, jak do innych ważnych spotkań czy aktywności, jak siłownia. Trzeba też napisać, jak często ma tam przebywać i co konkretnie robić. Na przykład że pacjent powinien raz w tygodniu skorzystać z kąpieli leśnej i pójść poćwiczyć na platformę. Zachęca się też, by zielone recepty realizować w kilka osób. Warto więc zaprosić przyjaciół, bo wtedy lepiej się motywujemy. W Polsce od kilku lat działa Polskie Towarzystwo Medycyny Stylu Życia. Zrzesza przedstawicieli różnych specjalizacji medycznych, którzy bardzo kładą nacisk na dietę, sport i naturę. W tym roku odbył się panel ekoterapeutyczny, podczas którego mówiono, w jaki sposób natura nas wspiera. Strefa dobrostanu będzie wychodzić naprzeciw potrzebom ludzi, którzy chcą o siebie zadbać, ale też pracownikom ochrony zdrowia, którzy będą mogli zalecić konkretne zajęcia. Może z czasem mógłby powstać tutaj np. ogród terapeutyczny.

Także w Akademii Przyrody mogłyby się odbywać tego typu zajęcia. Może w weekendy albo w formie turnusów. Dla różnych grup wiekowych, z różnych perspektyw wspomagające zdrowie. Albo przez edukację, albo przez pracę w ogrodzie, albo przez fitoterapię i kontakt z lokalnymi ziołami.

Ciekawy jest ten ogród terapeutyczny. Znam wiele osób, które mówią, że nie musi im tam nic wielkiego wyrosnąć, ale sam fakt grzebania w ziemi im pomaga…

Korzyści jest mnóstwo, a poznaliśmy zaledwie wierzchołek góry lodowej. W glebie znajdują się pożyteczne bakterie Mycobacterium vaccae. Kiedy „grzebiemy się” w ogródku, wnikają do naszych dróg oddechowych czy układu pokarmowego, zaczynają oddziaływać na nasze ciało. Ciekawe wyniki przyniosło badanie na gryzoniach. Okazało się, że te bakterie pozytywnie działają na obszar mózgu, w którym są neurony, mówiąc kolokwialnie, „działające na serotoninę”, czyli tzw. neuroprzekaźnik szczęścia, którego brakuje np. chorym na depresję. Wspomniane bakterie sprawiają, że przewodnictwo serotoninowe wzrasta w pewnych obszarach mózgu. Można więc powiedzieć, że działają one trochę jak szczepionka przeciw depresji.

Nie bójmy się zatem ubrudzonych ziemią rąk.

Nie bójmy się. Wiadomo, że lepiej unikać grzebania się w ziemi tam, gdzie zwierzęta się wypróżniają, trzeba też pamiętać o pasożytach. Ale zwykła praca w ogrodzie to jest też uważność, to jest uwalnianie się od natrętnych myśli, od nadmiernego analizowania. Mamy konkret do zrobienia i tym się zajmujemy. Było też bardzo ciekawe badanie na osobach zestresowanych, co je bardziej zrelaksuje: czy czytanie książki w ogródku, czy praca w ogródku? Okazało się, że osoby, które po stresie czytały książkę, nie dość, że nie mogły się uspokoić, to jeszcze bardziej się nakręcały, bo cały czas analizowały, czy wszystko zrobiły dobrze, czy nie. A te osoby, które miały do wykonania konkretną pracę: wypielić grządkę, coś tam posiać, skupiły się na robocie i odpoczęły nie tylko na poziomie umysłu, ale i ciała. Odprężyły się, unormowały się ciśnienie i tętno. Praca w ogrodzie polecana jest także w rehabilitacji.

Czy coś takiego mogłoby się pojawić w strefie dobrostanu?

Myślę, że warto iść w tym kierunku, bo to przyda się i do integracji sensorycznej, i pacjentom autystycznym, i osobom starszym ze spektrum otępień czy z zaburzeniami nastroju. Na przykład przy oddziale psychogeriatrii szpitala w Choroszczy działa ogród terapeutyczny. Pacjenci mogą w nim mieć np. kontakt z gatunkami kwiatów, które rosły w czasach, gdy byli dziećmi. Takie gatunki to często np. dalie czy róże. To powoduje, że czują się ukojeni, wracają im dobre wspomnienia i faktycznie obcowanie z kwiatami, szczególnie dla pań, jest bardzo terapeutyczne.

polne kwiaty, chabry i maki

Wróćmy na chwilę do kąpieli leśnych. Czy powinny się one odbywać w jakiś konkretny sposób?

Ważne jest to, że powinien to być bardzo powolny spacer. W badaniach japońskich mówi się, że wystarczy przemieszczać się kilometr na godzinę, dwa kilometry. Tak krok za krokiem, ale żeby czasem się zatrzymać, usiąść, jeśli ktoś ma ochotę. Oprzeć się, zwrócić uwagę na detale. I to jest zadziwiające, ile ciekawych rzeczy można znaleźć w przyrodzie, kiedy się nie spieszymy, kiedy wyciągniemy słuchawki z uszu. Mam wrażenie, że będąc w puszczy i idąc tą samą trasą kolejny raz, i tak znajdę coś ciekawego, nowego. Inne kolory na liściach, inne zjawisko przyrody. Można podziwiać grę światła i cienia na liściach. Takie drobiazgi, ale o każdej porze roku jest coś innego. Teraz mamy przebarwiające się liście, za chwilę będą płatki śniegu. Wiosną kwitnące kwiaty. Zimą skrzący się szron. Właśnie o tę uważność chodzi, żebyśmy przez chwilę osadzili się w teraźniejszości.

Ciekawe wyniki przyniosło badanie, w którym ludziom włożono na głowę encefalograf i sprawdzano, co się dzieje w ich mózgach, jak wędrują przez las. Okazało się, że oba rodzaje fal – alfa i beta zaczynają mieć wtedy większe amplitudy, wyraźniejsze. Jedne odpowiadają za koncentrację uwagi, skupienie się, zapamiętywanie. Drugie za odprężenie. Jedne powinny się pokazać w zapisie, gdy jesteśmy w pracy, a drugie kiedy się relaksujemy. Podczas kontaktu z przyrodą są aktywne i jedne, i drugie. Jest to taki stary ewolucyjny mechanizm, pochodzący z czasów, gdy łowcy-zbieracze musieli cały czas rozglądać się po lesie, czy są rośliny do zebrania, czy jakieś tropy zwierząt, ale jednocześnie to nie mogło być dla nich męczące, by szybko nie zaprzestali tej aktywności. Chodzenie po lesie było więc dla nich czymś naturalnym, ale pobudzało też w kierunku skupienia. Okazało się, że wcale z tego nie wyrośliśmy i że to dalej działa. W lesie często łatwiej nam skojarzyć fakty, wpaść na jakiś pomysł. Korzystajmy z kąpieli leśnych także po to, by poprawić koncentrację.

Hajnówka jest najfajniejszym miejscem, jakie można sobie wyobrazić, żeby o przyrodzie opowiadać, edukować ludzi. Bo można zapraszać ludzi z Polski i ze świata i na bieżąco im wszystko pokazywać. Mamy las, którego nigdzie nie ma, z ogromną bioróżnorodnością, i wspaniałe tradycje np. zielarskie. To wielki zysk dla mieszkańców, bo jeśli mamy las, który się nie zużywa, który zamiast przynosić zysk z drewna, generuje przychód z tego, że jest stary i zróżnicowany, to jest to niewyczerpalne źródło korzyści. Na bazie tego można rozwinąć i bazę restauracyjną i turystyczną, i umocnić pozycję zawodu przewodnika po Białowieskim Parku Narodowym, albo w ogóle po puszczy, i ekoterapeutów, których jest mało w Polsce. Hajnówka to też wspaniałe miejsce, by wyeksponować nasze dziedzictwo, naszą wielokulturowość. W ten sposób robimy dobrze sobie, naszym rodzinom i przyrodzie wokoło.

 

Skip to content